Nairobi zostalo odczarowane. Rok temu przywitalo mnie chlodem, 12godz w pracy po zarwacej nocy i napascia pierwszego dnia pobytu. W tym roku jest cieplutko a moja okolica wyglada tak jak na zdjeciu obok (praca zostaje ta sama, ale nie mozna wszystkiego zmienic na raz;P ). Nie ma strachu wyjsc za brame hotelu czy na ulice. Nawet wracajac po zmroku "mialam serce w przelyku lecz nic mi sie nie stalo". A wszystko dzieki okolicy burzujskiej expackiej (zagranicznej) dzielnicy. W okolo same ambasady, ONZty i inne NGOsy. Jednym slowem "muzungus" (zagraniczni po kiswahili).
Jest nawet gwiazda betlejemska, jaka mamy u siebie na Boze Narodzenie, z tym ze tu rosnie jako drzewko.
A za miastem wkolo zielen i przestrzen o jakich sie nie sni w Europie
I osiolek przy drodze. Wypoczywa i wcina obid zanim zagonia go znowu do roboty.
KWT - Organizacja kobieca w Kenii wspierajaca miejscowa ludnosc i zapewniajaca mikrokredyty. I oczywiscie na pierwszym planie 6cio osobowa rodzina w drodze do domu.
A tu juz centrum Nairobi. Jak widac focilam duzo, czyli nikt mnie nie napadl, nie ukradl aparatu ani ze poturbowal. Przez ostatni rok bezpieczenstwo w miescie sie na prawde poprawilo.
Mozliwosc chodzenia po ulicy bez obaw (realnych i urojonych przez opowiesci nadopiekunczych klientow) jest luksusem na ktory mozna sobie teraz pozwolic.
National Archives i przepiekny budynek w srodku metropolii (dla niedowiarkow dodam, ze Nairobi ma wieksza populacje niz moja wies Warszawa).
Mozna jesc na lunch udon z tempura za 1300KSH ($15) ale kuku-czoma (kurczak z grila) za 120KSH ($1.5) tez jest wysmienity.
Przystanek autobusowy i rzad matatu-lokalnych busikow- czekajacych na pasazerow. Choc slowo "czekajacych" nie oddaje rwetesu jaki wkolo panuje. Kazdy bileter nawoluje trase swojego pojazdu z szybkoscia jakiej nie powstydzili by sie komentatorzy sportowi. Nagabuja, przekrzykuja otaczajacy tlum, klaksony i caly zgielk miasta. A gdy wreszcie zbiora komplet pasazerow odjezdzaja stojac w otwartych drzwiach prawie jak w Bombajskich pociagach. Ach, szalone matatu-sa godne oddzielnego wpisu by uchwycic ich niesamowita aure. A na dobra note jezdze nimi codziennie i jeszcze zaden kieszonkowiec mnie nie skroil:)
Nie ma to jak zjesc kielbaske przed droga. Szczegolnie jak sie caly dzien chodzi z nosidelkiem i dzieckiem na plecach
Ulice Nairobi. Miasto jak miasto - i tu tez sie zyje jak wszedzi indziej na swiecie. Tylko benzyna drozsza w porownaniu do zarobkow ($1.5)
Taaaak, o tym marzylam gdy myslalam o Kenii. Nyama choma (grilowana koza), Ugali (to biale, czyli gesta masa z maki kukirydzianej i wody) oraz kaczumbari (pomidor, cebula, chilli i kolendra). Obiad mistrzow i ilosc ugali nie do przejedzenia
Lokalne KFC. Kuku, czyli kurczak w kiswahili jak sie juz pewnie kazdy domyslil
Jeszcze wiecej grilowanego kurczaka. Takie bary w centrum miasta sa w co drugim budynku. A 150KSH ($1.8) uwazam za cene bardzo rozsadna za zestaw obiadowy.
Zaproszenie na msze lokalnego pastora. Tu oni wyznaczaja rytm dnia/tygodnia. Gdy w kosciele katolickim msza trwa godzine w tych prywatnych ceremonia dochodzi czasem do 5 godz wypelnionych modlitwa, spiewem i kazaniami wielebego. Jak slyszalam wiekszosc osob uczeszczajacych na te maratony to starsze koiety, ktore "nie maja nic innego lepszegp do roboty i w domu sie nudza,a tam przynajmniej maja towarzystwo" (slowa lokalnej osoby). Sami ocencie jak tez swiat sie rozni od polskiego.
A po mszy mozna pojsc na zakupy, w tym perfumy. Boss, Coco czy inne Bulgari, czego dusza i nos zapragna w (prawie) oryginalnym opakowaniu.
I kolejny widoczek z miasta. Widok bez korka unikalny i zarezerwowany tylko na niedzielne popoludnia.
KWT oddzial takze w miescie, by wspierac kobieca przedsiebiorczosc nie tylko z prowicji.
W supermarkecie zawsze znajdzie sie regal z perukami i sztucznymi wlosami do doczepiania (wszystkie te warkoczyki i szalone fryzyry sa ze sztucznych wplecionych w prawdziwe wlosy). W koncu peruke latwiej utrzymac w czystosci zuzywajac mniej wody niz prawdziwe wlosy. Dlatego tu nikogo nie dziwi widik kobiety obcietej na jezyka, bo zaraz go schowa pod fikusna peruka
Carrot Cake i Carrot Juice i wszystkiego karotkowego na urodziny. Bo w poniedzialek nie bedzie czasu na zadne swietowanie pewnie
W sklepach mozna sie tez zaopatrzyc w ubrania dla sluzby, ktora tu posiada cala klasa srednia (obecnie 25% populacji jak dzis wyczytalam). Takze wszystkie ciaj-wale (glownie kobiety) w biurach nosza takie wdzianka.
![](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjSeEhDT0Uw0w_36bS2cfhKerpOPnM02jeFzpe9e3eexiaAQgX2a8BviSQqz8BzDICvUc7Zwin2xGdp4Kyt8dveTDNv2wt8HXpr9QI4InuC3EPWB_oaoI2QBeMGCk_SYKK_mwBrGAulJ5Ul/s320/DSCN5161.JPG)
Niemogac sie oprzec pokusie w ramach urodzin zabawilam sie tez w typowa turystke. A oto 2 makatki-pamiatki z Afryki w ktorych sie zakochalam. Beda sie ladnie prezentowac obok indyskich batikow.
I z rzeczy troche praktycznych dorwalam wreszcie okladke na moj
spesnialy, przemoczony i wytarty (stracil nawet orzelka z produ)
paszport. Smiesznie bedzie patrzec na reakcje ludzi widzacych "bialo
kenijke".
Stare powiedzenie Afrykanskie: chyba musze skorzystac z rady. Czego i tobie zycze bezimienny czytelniku.
A to juz centrum handlowe i pokaz akrobatow
I osiolek przy drodze. Wypoczywa i wcina obid zanim zagonia go znowu do roboty.
KWT - Organizacja kobieca w Kenii wspierajaca miejscowa ludnosc i zapewniajaca mikrokredyty. I oczywiscie na pierwszym planie 6cio osobowa rodzina w drodze do domu.
A tu juz centrum Nairobi. Jak widac focilam duzo, czyli nikt mnie nie napadl, nie ukradl aparatu ani ze poturbowal. Przez ostatni rok bezpieczenstwo w miescie sie na prawde poprawilo.
Mozliwosc chodzenia po ulicy bez obaw (realnych i urojonych przez opowiesci nadopiekunczych klientow) jest luksusem na ktory mozna sobie teraz pozwolic.
National Archives i przepiekny budynek w srodku metropolii (dla niedowiarkow dodam, ze Nairobi ma wieksza populacje niz moja wies Warszawa).
Mozna jesc na lunch udon z tempura za 1300KSH ($15) ale kuku-czoma (kurczak z grila) za 120KSH ($1.5) tez jest wysmienity.
Przystanek autobusowy i rzad matatu-lokalnych busikow- czekajacych na pasazerow. Choc slowo "czekajacych" nie oddaje rwetesu jaki wkolo panuje. Kazdy bileter nawoluje trase swojego pojazdu z szybkoscia jakiej nie powstydzili by sie komentatorzy sportowi. Nagabuja, przekrzykuja otaczajacy tlum, klaksony i caly zgielk miasta. A gdy wreszcie zbiora komplet pasazerow odjezdzaja stojac w otwartych drzwiach prawie jak w Bombajskich pociagach. Ach, szalone matatu-sa godne oddzielnego wpisu by uchwycic ich niesamowita aure. A na dobra note jezdze nimi codziennie i jeszcze zaden kieszonkowiec mnie nie skroil:)
Nie ma to jak zjesc kielbaske przed droga. Szczegolnie jak sie caly dzien chodzi z nosidelkiem i dzieckiem na plecach
Ulice Nairobi. Miasto jak miasto - i tu tez sie zyje jak wszedzi indziej na swiecie. Tylko benzyna drozsza w porownaniu do zarobkow ($1.5)
Taaaak, o tym marzylam gdy myslalam o Kenii. Nyama choma (grilowana koza), Ugali (to biale, czyli gesta masa z maki kukirydzianej i wody) oraz kaczumbari (pomidor, cebula, chilli i kolendra). Obiad mistrzow i ilosc ugali nie do przejedzenia
Lokalne KFC. Kuku, czyli kurczak w kiswahili jak sie juz pewnie kazdy domyslil
Jeszcze wiecej grilowanego kurczaka. Takie bary w centrum miasta sa w co drugim budynku. A 150KSH ($1.8) uwazam za cene bardzo rozsadna za zestaw obiadowy.
Zaproszenie na msze lokalnego pastora. Tu oni wyznaczaja rytm dnia/tygodnia. Gdy w kosciele katolickim msza trwa godzine w tych prywatnych ceremonia dochodzi czasem do 5 godz wypelnionych modlitwa, spiewem i kazaniami wielebego. Jak slyszalam wiekszosc osob uczeszczajacych na te maratony to starsze koiety, ktore "nie maja nic innego lepszegp do roboty i w domu sie nudza,a tam przynajmniej maja towarzystwo" (slowa lokalnej osoby). Sami ocencie jak tez swiat sie rozni od polskiego.
A po mszy mozna pojsc na zakupy, w tym perfumy. Boss, Coco czy inne Bulgari, czego dusza i nos zapragna w (prawie) oryginalnym opakowaniu.
I kolejny widoczek z miasta. Widok bez korka unikalny i zarezerwowany tylko na niedzielne popoludnia.
KWT oddzial takze w miescie, by wspierac kobieca przedsiebiorczosc nie tylko z prowicji.
W supermarkecie zawsze znajdzie sie regal z perukami i sztucznymi wlosami do doczepiania (wszystkie te warkoczyki i szalone fryzyry sa ze sztucznych wplecionych w prawdziwe wlosy). W koncu peruke latwiej utrzymac w czystosci zuzywajac mniej wody niz prawdziwe wlosy. Dlatego tu nikogo nie dziwi widik kobiety obcietej na jezyka, bo zaraz go schowa pod fikusna peruka
Carrot Cake i Carrot Juice i wszystkiego karotkowego na urodziny. Bo w poniedzialek nie bedzie czasu na zadne swietowanie pewnie
W sklepach mozna sie tez zaopatrzyc w ubrania dla sluzby, ktora tu posiada cala klasa srednia (obecnie 25% populacji jak dzis wyczytalam). Takze wszystkie ciaj-wale (glownie kobiety) w biurach nosza takie wdzianka.
Niemogac sie oprzec pokusie w ramach urodzin zabawilam sie tez w typowa turystke. A oto 2 makatki-pamiatki z Afryki w ktorych sie zakochalam. Beda sie ladnie prezentowac obok indyskich batikow.